Krystyna Konarska

Video

K

sięga Gości


Dodaj wpis

PIOTR 2010-09-28 13:15:55

Droga pani Krystyno, niedzielne przedpoludnie spedzilem na youtube sluchajac piosenek w pani wykonaniu, sa nie tylko znakomite ale maja dusze. Wszystko w nich zyje i przyciaga swiezoscia kunsztu interpretacji. Lata 60-te to byly lata mojego dziecinstwa, nie moglem wowczas zetknac sie pani piosenkami a potem byly inne. Kojarzylem pani nazwisko ale bez sluchania. Teraz, w Toronto, to jest mocne przezycie. Zwlaszcza, ze cenie filmy z lat 60tych, ten czas byl specjalny. To w sumie cliche, pisac w ten sposob ale to mi sie zdarza pierwszy raz. Pani osobowosc byla nieslychana. Przypomina mi sie Antoine Doinel, "elle n'est pas une femme, elle est une apparition! Wszystkiego dobrego

Wiola 2010-09-25 20:24:35

Dopiero niedawno odkrylam Panią Krystyne Konarską ,dzięki programowi trzeciemu Polskiego Radia,piosenką "Doliny w kwiatach"No cóż powiedizć jestem zachwycona tym głosem.Piosenki bardzo ładne.Słuchając piosenek pani Krystyny można odpoczywać,czasem jak mam chandre puszczam te piosenki i odrazu mija zły humor.Pozdrowienia dla Pani Krystyny.

Marek Leśniewicz 2010-09-22 18:31:30

Kiedy byłem znacznie młodszy, to bardzo lubiłem słuchać polskich piosenek, z tym, że było mi obojętne, czy śpiewa Anna German, Hanna Rek, Ludmiła Jakubczak, czy Krystyna Konarska, bo wszystkie Panie śpiewały doskonale, choć każda inaczej i codziennie w radiu można było usłyszeć coś fajnego - w tamtych, jakoby ciężkich, biednych i smutnych czasach było to całkowicie normalne :) Natomiast prawdziwymi , wręcz narodowymi świętami były "Opole" i "Sopot", bo wszystkie Panie można było ponadto zobaczyć i to w jakich kreacjach! W naszym domu był pierwszy na całej ulicy telewizor "Neptun" i to ja decydowałem, kto jest godny obejrzeć "Bonanzę", czy "Zwierzyniec", albo właśnie "Opole" i "Sopot", a festiwale budziły wtedy emocje nie mniejsze, niż dzisiaj mecze piłkarskie - naprawdę kibicowało się piosenkarkom! Oczywiście kibicowało się bardzo różnie, a właściwie z różnych punktów estetycznego słyszenia - Anna German była wielką damą, o operowym niemalże głosie (ulubienicą babć i dziadków), Hanna Rek miała wyjątkowo serdeczny głos pani z przedszkola (uwielbiały ją wszystkie mamusie), Ludmiła Jakubczak uchodziła za głosową czarodziejkę (uwielbiali ją wszyscy tatusiowe), a Krystyna Konarska była ulubienicą nieco starszych dziewczyn i chłopaków, bo strasznie ich "kręciła" swoją nowoczesną elegancją, ale i liryczną tajemniczością. Mnie zaś podobały się wszystkie Panie, a gust nie zmienił mi się do dzisiaj :) Wracając do telewizora - kiedyś leciał film o jakimś niedorajdzie, który mrucząc coś pod nosem próbował podrywać wyższą o głowę, ponurą dziewczynę, mówiącą głosem Kaliny Jędrusik (?!), a w tle leciała jakaś strasznie nudna muzyka, takie tam "gamy dla gamoni i inne rury des-dury". Cóż, kiedy ma się z 10 lat, to świat tak właśnie prosto wygląda :) Ładnych kilka później obejrzałem ten film powtórnie i zachwyciło mnie w nim wszystko. Fantastycznie oddany, czarno-biały koloryt Warszawy, która jeszcze w latach 70-tych bardzo przypominała tę z lat 60-tych - no, może zniknęły już wszystkie popowstańcze ruiny. Niesamowicie skupiony, jakby przyczajony Andrzej, na zewnątrz zimny i cyniczny, w środku liryczny romantyk. Posągowa Baśka, niczym grecka bogini, z zewnątrz marmurowe piękno, ale nie przebijesz się do środka, żeby dowiedzieć się, co ona myśli - uśmiecha się tylko wielce tajemniczo od czasu do czasu - bardziej do swoich myśli, niż do otoczenia. Całość muzycznie spina Komedowo-Bachowski Koncert na dwa fortepiany, którego oba głosy ciągle krążą wokół siebie, niczym główni bohaterowie, niby ciągle razem, ale jednak zawsze obok i nie zbliżają się do siebie ani razu. "Pingwin" to jeden z najpiękniejszych filmów polskiego kina, znakomicie wyreżyserowany i doskonale zagrany przez dwoje głównych bohaterów. Nie ma co opowiadać tego filmu, a nawet go analizować - po prostu nie należy zamazywać słowami tak wyrazistych, a jednocześnie tak subtelnych obrazów. Tylko jeden przykład - na "laborce" z elektrotechniki Baśka z wyjątkowym, chciałoby się rzec - inżynierskim wyczuciem próbuje coś mierzyć, po chwili zauważa, że kabelek musiał się obluzować, więc wstaje i idzie po sprawny. W tle "mruczą" zdudnione sygnały radiowe, jest to z całą pewnością laboratorium politechniki, żadne tam atelier - wszystko przepięknie prawdziwe, niczym maszynista Orzechowski w "Człowieku na torze". Ale kiedy Andrzej, chcąc zwrócić uwagę Baśki, niezwykle fachowo, bo bezpiecznie robi zwarcie elektryczne i wznieca na jej cześć efektowny snop iskier, co koleżka z politowaniem komentuje: "Oj, Pingwin, Pingwin, ty nas kiedyś wysadzisz w powietrze!", to Baśka podnosi wzrok, uśmiechając się wielce tajemniczo, ale i filuternie. Jeśli przyjrzeć się dokładnie jej buzi, to nie jest to wcale uśmiech politowania nad niezgrabnością kolegi Pingwina! Jest to ukryty uśmiech małej, kobiecej satysfakcji, że oto ten zakochany kolega Pingwin gotów jest dla NIEJ wysadzić w powietrze całą politechnikę! :) Bo Baśka oczywiście doskonale wie, że mały Andrzej bardzo ją kocha, że bananowiec Adaś to nędzny blagier, że gruboskórny Osetnik to kawał chama, tylko że nic jej to nie obchodzi, bo ona kocha Łukasza w osobie Zbyszka Cybulskiego, w co oczywiście bardzo łatwo uwierzyć. Takich motywów jest bardzo wiele i film można oglądać bez końca, za każdym razem odkrywając jakiś nowe spojrzenie, czy uśmiech i wynikający z nich odcień sytuacji, podobnie jak bez końca można słuchać Koncertu na dwa fortepiany Jana Sebastiana - tym się różni arcydzieło od byle czego, że do arcydzieła zawsze się wraca, a do byle czego nigdy :) Dwie rzeczy zmieniłbym jednak w tym filmie - podstawiony, manieryczny głos Kaliny Jędrusik, mający intencjonalnie "ożywić = ocieplić" postać Baśki, a jest zupełnie nie na miejscu - postać Baśki JEST marmurowo zimna i najlepiej pasowałby jej piękny alt... Krystyny Konarskiej. A jeśli finał musiał być aż tak krwawy, to czy nie bardziej wzruszającą byłaby scena budzącego się Andrzeja, który widzi nad sobą twarz Baśki, a w tle zapłakanych rodziców? Nie sposób bowiem uwierzyć, że po tym wszystkim, "co zaszło", Baśka chciała mu zaledwie podziękować przez telefon... TAKI film pozostaje w pamięci i sercach może nie milionów, ale na pewno tysięcy ludzi i możemy być wdzięczni Mistrzowi i jego młodym aktorom, że chcieli go zrobić :))) Bo jak powiada ś.p. Zdzicho Maklakiewicz - "artysta żyje po to, żeby ludziom było lepiej na duszy". Przyznam się teraz otwartym tekstem, że ilekroć widzę Panią Krystynę Konarską, jako Baśkę Oraczewską, to jest mi zawsze bardzo dobrze, a kiedy słucham Jej piosenek, to jest mi zawsze bardzo przyjemnie :))) Wszystko... - jak by powiedział basista z piosenki "Jesteśmy na wczasach" ;-)

Krzysztof 2010-09-21 00:04:25

Tak niezwykłe połączenie olśniewającej urody i autentycznego talentu nie zdarza się…. No, może raz na sto lat. Pani Krystyna Konarska jest na scenie muzycznej zjawiskiem unikatowym, na skalę co najmniej europejską. Wielka szkoda, że tak mało wiedzieliśmy w Polsce o Jej sukcesach zagranicznych, ale tę lukę na szczęście wspaniale wypełniają Autorzy tej strony, którym należą się gorące podziękowania za pomysł i inicjatywę. W dobie plastikowych wykonawców i spreparowanych komputerowo głosów, gwiazda Pani Krystyny błyszczy najpiękniejszym, najszlachetniejszym blaskiem. Wiele wzruszeń, emocji i radości… Dziękuję.

krzysiek 2010-09-20 23:56:05

Imponująca strona! Tyle informacji i pięknych zdjęc. Gratulacje! Pani Krystyny trudno nie pamietac, nie tylko z śpiewanych piosenek, ale też filmu "Pingwin". To wspaniale, że artystka wciąż w znakomitej formie. Pozdrawiam serdecznie!

Barbara 2010-09-18 21:59:32

Krystyna Konarska jest jedną z moich ulubionych wokalistek i cieszę się, że powstała ta strona internetowa. Piękne piosenki w swojej treści i cudownym wykonaniu pani Krystyny są ponadczasowe. Teraz, po wielu latach słucham ich jeszcze z większą przyjemnością, gdyż nakładają się wspomnienia młodzieńczych lat, do których z wielkim sentymentem zawsze się wraca... Pani Krystyno, dziękuję za Pani dokonania i za wspaniały, ciepły głos, który umila życie wielkiej rzeszy Pani fanów. Serdecznie pozdrawiam...

jesienny pan 2010-09-17 22:10:16

Gdzież są niegdysiejsze śniegi, można by powiedzieć za Villonem... Dobrze, że w dobie generalnego zalewu spiewania byle czego i byle jak, grania na byle czym, Los okazał się na tyle łaskawy, że dzięki uporowi niektórych wspaniały Głos Pani Konarskiej ocalony będzie od zapomnienia. Banalnym byłoby stwierdzenie, że jestem pod wielkim wrażeniem delikatnej urody i aksamitnej barwy głosu... Dziękuję.

Magda 2010-09-16 22:53:51

Na piosenki Krystyny Konarskiej trafiłam kiedyś przypadkowo na YouTube. Byłam oczarowana! W czasach, kiedy śpiewała Pani Krystyna nie było mnie na świecie, ale zapytałem rodziców, którzy pamiętają. Teraz znalazłam tę wspaniałą stronę i razem z rodzicami z przyjemnością słuchamy tych pięknych piosenek. O karierze Pani Konarskiej we Francji chyba się w Polsce nie mówiło, bo rodzice dopiero teraz dowiedzieli się o tym co działo się z Panią Konarską po nagłym zniknięciu pod koniec lat 60.W imieniu swoim i moich rodziców serdecznie pozdrawiam Panią Krystynę i czekamy na płytę z jej piosenkami.

Elżbieta 2010-09-16 17:03:13

Z prawdziwą przyjemnością odnalazłam stronę internetową P.Krystyny Konarskiej. Pamiętam piękne piosenki, piękny głos i piękną kobietę. Z satysfakcją stwierdzam, że wszystko nadal jest doskonałe łącznie z urodą P. Krystyny. Będę mieć dużo przyjemności ze słuchania tych piosenek nie tylko w jesienne wieczory. Bardzo dziękuję

Tomek 2010-09-15 08:11:36

Powiem szczerze, że znam repertuar Pani Krystyny niezbyt dobrze, ale uważam, że prawdziwy i naturalny TALENT sam się broni! Nie było kiedyś tych wszystkich okropnych urządzeń "pomagających" wydobyć głos... GŁOS trzeba było po prostu mieć i już. Pani Krystyno, chylę czoła przed TALENTEM i klekam na kolana przed urodą! Pozdrawiam serdecznie i życzę samych magicznych chwil!